Nie ma chyba drugiego gestu, który miałby tak wiele znaczeń jak pocałunek. Czy jest cechą wrodzoną, tak jak mowa lub śmiech, czy też wynalazkiem człowieka – jak ogień czy ubrania? Naukowcy znaleźli dowody na poparcie obu hipotez.
Całując swe dzieci rodzice wyrażają coś zupełnie innego niż wówczas, gdy sami się całują. Pocałunkiem w policzek można przywitać obcą osobę, ale i wyrazić najintymniejsze uczucia. Od mafijnego bossa spodziewać się możemy pocałunku śmierci, od katolików pocałunku pokoju. Żydzi całują Torę, nerwowi pasażerowie samolotów ziemię, a osoba, której nadepniemy na odcisk, może zażądać pocałunku w tylną część ciała. Judasz całował Jezusa, Madonna całowała Britney, hazardzista całuje kości na szczęście. Ktoś nawet całował kiedyś samochód przez 54 godziny.
Ludzie zajmujący się systematyką pocałunków poświęcili wiele czasu, aby opisać ich różne znaczenia. Rzymianie wyróżniali pocałunki przyjacielskie – oscula, czułe – basia i namiętne – suavia. XVII-wieczny uczony Martin von Kempe stworzył tysiącstronicową encyklopedię, w której opisał 20 rodzajów pocałunku. Znalazł się tam między innymi „pocałunek, którym pan obdarza podwładnego”, a także „pocałunek obłudny”. W języku niemieckim istnieją słowa opisujące 30 rodzajów pocałunków, w tym nachküssen, czyli pocałunek wynagradzający poprzedni brak pocałunków. Niemcy są również autorami dość zagadkowego powiedzenia: „Pocałunek bez brody jest jak jajko bez soli”.
Jak to się dzieje, że przy pomocy jednego gestu możemy wyrazić tak wiele? Możliwości są dwie: albo pocałunek jest naszą cechą wrodzoną, tak jak mowa czy śmiech, albo jest wynalazkiem – jak ogień czy ubrania – na tyle atrakcyjnym, że rozprzestrzenił się na całą planetę. Naukowcy potrafią udowodnić obie te hipotey.
Wśród wielu gatunków zwierząt można spotkać się z zachowaniem do złudzenia przypominającym nasz romantyczny pocałunek, choć pozbawionym erotycznych podtekstów. Mogłoby to oznaczać, że pocałunek jest odruchem naturalnym. Ślimaki pieszczą się różkami, ptaki dotykają dziobami, a wiele ssaków liże sobie nawzajem pyski. Szympansy potrafią nawet platonicznie musnąć się wargami. Jednak tylko ludzie i ich lubieżni kuzyni – szympansy karłowate (bonobo) zdolni są do pocałunku w pełnym tego słowa znaczeniu. Angażują przy tym nie tylko język, ale nawet migdałki.
Wiele mogłoby więc wskazywać na to, że całowanie mamy w genach. Mimo to nie jest ono obecne we wszystkich kulturach. Jako pierwszy zauważył to Karol Darwin. W książce „O wyrazie uczuć u człowieka i zwierząt” zauważa, że w różnych częściach świata pocałunek zastępowany jest przez pocieranie nosami. Pierwsi badacze Arktyki nazwali ten gest pocałunkiem Eskimosów (później okazało się, że poza pocieraniem nosem ważne było wzajemne obwąchiwanie policzków).
W Afryce, na obszarze Pacyfiku i w obu Amerykach odnaleźć można kultury, które całowania w usta nauczyły się – i to nie bez oporów – dopiero od podróżników z Europy. Większości z nich pomysł wymieniania się śliną wydawał się wstrętny i oburzający. Dla Lapończyków z północnej Finlandii koedukacyjne kąpiele nago stanowiły rzecz najzupełniej normalną, ale pocałunek był niedopuszczalny.
Do dziś w wielu częściach świata całowanie w miejscu publicznym uchodzi za nieprzyzwoite. W 1990 roku pekińska prasa informowała czytelników, że „zwyczaj całowania przywieziony przez napastniczych Europejczyków uważany jest za wulgarny i zbytnio przypominający kanibalizm”.
Skoro całowanie nie jest dla gatunku ludzkiego czynnością uniwersalną, to znaczy, że ktoś musiał je wymyślić. Vaughn Bryant, antropolog z Teksasu odnalazł najstarszy zapis dotyczący pocałunku. Pochodzi on z Indii z około 1500 roku p.n.e. i mówi o ludziach „obwąchujących się” ustami. Późniejsze teksty opisują kochanków „w pozycji usta-usta”. Według Bryanta pocałunek przedostał się na zachód wraz z podbojem Pendżabu dokonanym przez Aleksandra Wielkiego w 326 roku p.n.e.
Starożytni Rzymianie całowali się z upodobaniem. Obok łaciny pocałunki to ich główny towar eksportowy. Wkrótce potem pierwsi chrześcijanie stworzyli pojęcie rytualnego „świętego pocałunku”, który stał się elementem mszy. Według niektórych historyków kultury dopiero w ciągu ostatnich 800 lat usta stały się strefą erogenną. Zawdzięczamy to skutecznej opiece stomatologicznej i jej triumfowi nad cuchnącym oddechem.
Freud uważał, że pocałunek to podświadomy powrót do ssania matczynej piersi. Często wskazuje się również na fakt, że usta są uderzająco podobne do warg sromowych. Kobiety na całym świecie wkładają wiele wysiłku w to, aby ich usta wyglądały na większe i czerwieńsze niż są w rzeczywistości. W ten sposób – niczym samice zwierząt w czasie rui – stwarzają wrażenie podniecenia seksualnego.
Antropologowie twierdzą również, że całowanie w usta to pozostałość po sposobie karmienia dzieci sprzed epoki Gerbera, tj. metodą usta-usta, którą nadal stosuje się w niektórych częściach świata. Zdaniem naukowców nieprzypadkowo w wielu językach słowo oznaczające pocałunek jest synonimem wstępnego przeżuwania, zaś określeniem najczęściej używanym do opisania pocałunku jest „słodki”.
Całowanie może być jednak bardziej związane z naszym zmysłem węchu niż smaku. Niemal każdy z nas ma indywidualny zapach, który jest na tyle charakterystyczny, że zdarza się, iż bliskie nam osoby potrafią bez trudu rozpoznać nas w ciemności, używając jedynie węchu. Dzisiejsze całowanie mogło być więc początkowo sposobem ustalenia po zapachu, kto jest kim. A od powąchania do pocałunku droga była już niedaleka.
Niezależnie od tego, skąd wzięło się całowanie, przynosi ono pewne korzyści. Z badań przeprowadzonych w latach 80. ubiegłego wieku wynika, że mężczyźni całujący żony przed wyjściem do pracy, żyją dłużej, mają mniej wypadków samochodowych oraz osiągają wyższy dochód niż ci, którzy żon nie całują. Zamiast czytać, bierzcie się więc do dzieła. To służy zdrowiu.
Ostatnie Komentarze